Strona główna » Recenzje » Może pora z tym skończyć
Może pora z tym skończyć
l~|icon_pencil-edit~|elegant-themes~|outline

Bartosz Szarek

U Charliego Kaufmana najciemniej bywa pod latarnią, a klucz do zrozumienia jego filmów nierzadko wpisany jest już w tytuł. „Może pora z tym skończyć” – słyszymy wielokrotnie w najnowszym dziele reżysera. Słowa te padają z ust wieloimiennej bohaterki (Jessie Buckley), która rozważa zakończenie związku z niedawno poznanym chłopakiem Jake’iem (Jesse Plemons). Jednak powtarzane jak mantra zdanie należy czytać jako zapowiedź czegoś o wiele bardziej pojemnego.

Wszystkie sceny z Jake’iem w roli głównej, jego rodzicami i rudowłosą kobietą rozgrywają się w głowie rzeczywistego Jake’a (Guy Boyd), podstarzałego woźnego, snującego się korytarzami wyludnionego liceum, który rozważa odebranie sobie życia. „Jake” to wykoncypowana wersja Jake’a, z kolei rudowłosa, a właściwie kolejno przedstawiane na ekranie jej alternatywne wcielenia stanowią obłąkańczy pochód wyidealizowanych wersji tej samej osoby, którą mężczyzna najprawdopodobniej poznał, a która miała stać się gwarancją udanego, spełnionego życia.

Pamiętacie jak w „Synekdosze, Nowy Jork” (2008) Caden Cotard (Philip Seymour Hoffman) zaczytywał się w pamiętniku swojej córki? Córki już dawno nie było, ale pamiętnik będący osobistym wglądem w jej życie i myśli nieustannie zapełniał się literami.

Kobiety Jake’a też już dawno nie ma, ale mężczyzna zatrzasnął się we własnym umyśle z fantazmatyczną projekcją wyobrażeń na jej temat, bazujących w głównej mierze na książkach, które czytał, bądź filmach, które obejrzał. Jej myśli to czyjeś opinie, życie to mimikra, a pasje to cytat. Kobieta przekształca się z jednej narzuconej przez Jake’a kreacji w drugą, bohater wypróbowuje kolejne jej wersje i warianty w nadziei, że w końcu znajdzie tę jedyną. W filmie jej imię zmienia się wraz z jej charakterem i umysłowością. Lucy. Lucia. Louisa. Yvonne. Dziewczynę poznajemy jako studentkę fizyki, następnie malarkę podszywającą się pod Ralpha Alberta Blakelocka, poetkę Evę H.D. recytującą wiersz „Bonedog” czy wybitną krytyczką filmową Pauline Kael, cytującą w oparach papierosowego dymu własną recenzję „Kobiety pod presją” (1974) Johna Cassavetesa.

Guy Boyd

Jedną ze wskazówek co do tego, że kobieta jest jedynie wytworem schorowanego umysłu Jake’a – lustrem jego pragnień, nigdy podmiotem – jest seria tajemniczych telefonów, które bohaterka dostaje przez cały film. Tak jak wrażenie déjà vu w „Matriksie” (1999), którego doświadcza Neo widząc przechadzającego się korytarzem czarnego kota, tłumaczone jest przez jego towarzyszy zmianami w systemie, tak samo imię dzwoniącego wyświetlające się na ekranie telefonu dziewczyny staje się wyrazem wewnętrznego rozczarowania Jake’a kolejną mutacją swojego fantazmatu, a zarazem beznadziejną próbą jego nadpisania. Nagrane wiadomości głosowe są przeważnie jednakie: „Pozostaje tylko jedno pytanie. Boję się. Trochę mi odbiło. Nie myślę jasno. Przypuszczenia są słuszne”.

Fantazmat Jake’a jest wewnętrznie rozdwojony i emocjonalnie rozchwiany. Mężczyzna chce widzieć swoją kobietę jako kogoś, kto będzie nieustannie dostrzegał jego starania, akceptował i wspierał bezwarunkowo. Jej aprobata wszystkiego, co tyczy się Jake’a, jest nadrzędna wobec całego świata przedstawionego, a co istotne, musi być natychmiast zweryfikowana przez samego Jake’a, jak i jego najbliższe otoczenie: „To moja dziewczyna. Wygrałem. Jest mądra. Ma talent. Jest wrażliwa. Umie to. Zna to. Zrobiła to. Zależy jej na tym”

Nowy Kaufman to kino skrajnie antymetafizyczne, dalekie od idealistycznych wzlotów czy spirytualistycznych tęsknot. Twórca stawia pytania o granice i sensowność ciągłego nadpisywania przeszłości. Wraz z dwoma wcześniejszymi filmami reżysera – „Synekdochą, Nowym Jorkiem” i „Anomalisą” (2015) – „Może pora z tym skończyć” tworzy wymykającą się jednoznacznej interpretacji trylogię, rozbitą na szereg odłamków. Po raz kolejny labirynty znaczone Kaufmanowskim umiłowaniem onirystycznej poetyki, motywami tożsamości, starzenia się, rozpadu psyche i ciała, śmiertelności, sensu życia przemierza odklejony od świata depresyjny bohater – sfrustrowany, samotny, wyalienowany – którego dążenia muszą zostać skompromitowane.

Kaufman mierzy się z fantazmatem Proustowskiej magdalenki, poddając badaniu co wrażliwsze rejony pamięci swojego polifonicznego bohatera. Próba odwrócenia nieodwracalnego poprzez kompulsywne przeżuwanie przeszłości – swojej, najbliższych mu osób, ale i miejsc, w które bezpowrotnie wrósł, świadczy z jednej strony o rozbuchanej wyobraźni bohatera, z drugiej – o całej gamie problemów psychicznych, które toczą go od wewnątrz.

Jake cierpi na poważne zaburzenia dysocjacyjne, zaostrzone przez życie w skrajnym, patologicznym osamotnieniu. Rozpisuje w swojej głowie scenariusze, które miały na celu skierowanie jego życia na właściwe, szczęśliwsze tory, a które spaliły na panewce. Jednak nawet gdyby wszystko potoczyło się po myśli Jake’a, a jego dziewczyna – której nie ma i najprawdopodobniej nigdy nie było, bardziej kobieta, na którą przypuszczalnie zapatrzył się podczas rzekomej gry z ciekawostkami w miejscowym barze – zostałaby naprawdę jego dziewczyną, poznała go bliżej, odwiedziła dom, w którym się wychował, zjadła smaczną kolację w towarzystwie jego rodziców, czy byłoby to gwarantem udanego, spełnionego życia? Tak. Nie. Może. Bez znaczenia. Umrzyj.

BARTOSZ SZAREK

Kino nr 10/2020, © Fundacja KINO 2020

I’m Thinking of Ending Things

Reżyseria i scenariusz Charlie Kaufman. Zdjęcia Łukasz Żal. Muzyka Jay Wadley. Wykonawcy Jessie Buckley, Jesse Plemons, David Thewlis, Toni Collette, Guy Boyd, Colby Minifie, Jason Ralph. USA 2020. Czas 134 min

NETFLIX

Skip to content