Strona główna » Recenzje » Kwiat szczęścia
Kwiat szczęścia
l~|icon_pencil-edit~|elegant-themes~|outline

Joanna Ostrowska

W nowoczesnym laboratorium biotechnologicznym naukowcy prowadzą badania nad nowymi gatunkami roślin. Na pierwszy rzut oka nic strasznego. Wręcz przeciwnie. Postęp wymaga przecież poszukiwania nowych rozwiązań, a eksperymenty na roślinach to chleb powszedni. Mutacje genetyczne nie mogą być niebezpieczne dla ludzi, bo przecież człowiek panuje nad podległą mu przyrodą. Koniec końców, czy zwykły kwiatek doniczkowy może być niebezpieczny?

 W swoim anglojęzycznym debiucie Jessica Hausner ponownie próbuje wyrwać nas z tzw. strefy komfortu. Tym razem robi to w duchu ekologicznym. Powszechne przekonanie o dobrodziejstwie zabawy w genetyczne krzyżówki odeszło do lamusa. Nie wypada już wierzyć w pełne bezpieczeństwo laboratoryjnych eksperymentów. W „Kwiecie szczęścia” nie ma jednak gigantycznych śmiercionośnych rosiczek, które nagle – w akcie buntu – zaczynają zjadać swoich stwórców. W kilku pierwszych scenach filmu obserwujemy sterylne wnętrza biotechnologicznego świata, w którym hoduje się zgrabne roślinki doniczkowe w intrygujących kolorach – żeby pasowały do wnętrza. Odmiany mają cieszyć oko obserwatora. Pierwszy kwiat to ratunek dla tych, którzy nie potrafią zadbać o podstawowe warunki rozwoju rośliny. Nie trzeba go podlewać, dbać o nasłonecznienie ani nawozić. Drugi trzeba kochać jak własne dziecko, ale doprawdy nie jest to wygórowana cena, jeśli w zamian człowiek ma być szczęśliwy.

Little Joe – takie imię otrzymuje kwiat, który ma wydzielać oksytocynę i rozkochiwać w sobie właścicieli. Niestety jego możliwości rozmnażania zostały zahamowane. Tak zdecydowała biotechnolożka Alice (Emily Beecham), która odpowiada za badania nad tym niepozornym czerwonym kwiatkiem.

Laboratoryjny świat Alice i jej przyjaciół biotechnologów to sterylna, symetryczna przestrzeń, w której na pierwszy rzut oka wszystko gra. Nie ma nic wspólnego z zimnymi wnętrzami z filmów grozy. Tu rządzi światło, kolor, a pracownicy mają czuć się bezpieczni. Nawet jeśli coś jest nie tak, „firma” zawsze wyjdzie naprzeciw ich oczekiwaniom. Najważniejsze jest zachowanie procedur, praca w odpowiednim uniformie i masce oraz ścisłe przestrzeganie wytycznych związanych z wprowadzaniem nowych gatunków.

Kit Connor i Emily Beecham

Oczywiście rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej. Już na samym początku badań Alice łamie wszystkie zakazy. Przemyca kwiat do własnego domu i obdarowuje nim syna, bo próbuje pozbyć się poczucia winy. Chłopak wychowuje się z mamą, ojciec mieszka osobno. Alice nie ma czasu dla dziecka. Żyją w kolorowym mieszkaniu, w którym niczego nie brakuje, ale naprawdę naukowczyni chętnie poświęciłaby więcej czasu pracy. Być może Little Joe powstał z myślą o uszczęśliwieniu tych, którzy muszą wybierać między pracą i rodziną, albo więdną z samotności, albo przestali wierzyć, że ich terapeuta kiedykolwiek im pomoże. Zresztą terapeuci też chcą być szczęśliwi, co nie umknie uwadze Alice i Little Joe.

W scenariuszu „Kwiatu szczęścia” autorstwa Jessiki Hausner i Géraldine Bajard widać wyraźne inspiracje horrorami w stylu „Inwazji porywaczy ciał” Siegela i „Dreszczy” Cronenberga. Od momentu „zakażenia” człowiek powoli zaczyna tracić panowanie nad sobą – staje się marionetką. Zainfekowanych nie można rozpoznać na pierwszy rzut oka. Wszyscy zachowują się niby normalnie, ale naprawdę zaczynają walczyć o to, co najważniejsze dla rośliny – o jej przyszłość.

Nastrój grozy w filmie Hausner narasta bardzo powoli. Niepewność potęguje przede wszystkim muzyka autorstwa awangardowego kompozytora Teijiego Ito. Do pewnego momentu nie wiadomo czy roślina rzeczywiście próbuje zawładnąć stwórcą, czy to tylko przywidzenia nerwowych pracowników. Syn Alice zmienia się na jej oczach, ale być może tak zachowują się wszystkie nastolatki. Czy to, że nie chce dłużej mieszkać z matką, jest jednym z objawów działania kwiatka doniczkowego? Czy rzeczywiście mózgi poszczególnych pracowników laboratorium zmieniają się pod wpływem pyłku kwiatowego? Czy można być świadomym zombie, który jest w stanie udawać, że nic się nie stało?

Trudno nie drwić z tej niesamowitej opowieści, w której potworem ma być słodki kwiatek doniczkowy. Podobnie zresztą, jak trudno było sobie wyobrazić, że zwykła grypa może wpłynąć na losy ludzkości. Rzeczywiście, finał „Kwiatu szczęścia” rozczarowuje. Pytanie tylko czy to wynik naiwnej wiary, że człowiek zawsze odzyska kontrolę nad zbuntowaną przyrodą.

JOANNA OSTROWSKA

Kino nr 10/2020, © Fundacja KINO 2020

Little Joe

Reżyseria Jessica Hausner. Scenariusz Jessica Hausner i Géraldine Bajard. Zdjęcia Martin Gschlacht. Muzyka Teiji Ito. Wykonawcy Emily Beecham, Ben Whishaw, Kerry Fox, Kit Connor. Austria – Wlk. Brytania – Niemcy – Francja 2019. Czas 105 min

Dystrybucja kinowa Against Gravity

Skip to content