Strona główna » Recenzje » The Crown 4
The Crown 4
l~|icon_pencil-edit~|elegant-themes~|outline

Iwona Cegiełkówna

Cztery kobiety. Pięćdziesięciolatka z królewskiego rodu; jej rówieśnica, pochodząca z klasy średniej; przechodząca kryzys wieku średniego, pogrążona w depresji arystokratka; i niespełna dwudziestoletnia dziewczyna, dobrze urodzona, ale wychowywana jak zwyczajna „uptown girl”. To one są głównymi bohaterkami czwartego sezonu „The Crown”, bodaj najlepszego w historii serii. I to w ich prywatnych losach przegląda się historia przemian obyczajowych, społecznych i politycznych przełomu lat 70. i 80. ubiegłego stulecia.

A nie był to łatwy czas, bo przypada nań jeden z najmroczniejszych okresów w XX-wiecznej historii Wielkiej Brytanii: wojna o Falklandy, konflikt w Irlandii Północnej, lawinowo rosnące bezrobocie. Sceny krwawo tłumionych protestów zmontowane z kadrami dumnej Elżbiety II, odbierającej doroczną paradę wojskową, otwierają czwarty sezon serialu. Właśnie wtedy szefową rządu Jej Królewskiej Mości po raz pierwszy w historii została kobieta. Choć jak twierdzili jej oponenci: „To ostatnie, czego teraz potrzebuje kraj – dwóch kobiet za sterami”.

Protekcjonalne traktowanie kobiet, nawet dzierżących stery (instytucji, państwa), było wtedy wciąż w dobrym tonie. Co ciekawe, sama Margaret Thatcher, pierwsza brytyjska premierka, która ciężko pracowała na swój sukces, była daleka od postaw feministycznych, twierdząc wręcz, że kobiety nie nadają się na kierownicze stanowiska, bo są zbyt uczuciowe.

Thatcher w interpretacji Gillian Anderson to inteligentna, pracowita, ale słabo rozeznana w arystokratycznych „dygach” polityczka, która mimo sukcesów zawodowych zna swoje miejsce w damsko-męskim szeregu (patrz: kolacje, które jako „dobra pani domu” serwuje regularnie swoim współpracownikom-mężczyznom). Anderson buduje postać bardziej wiarygodną niż Meryl Streep w filmie Phyllidy Lloyd („Żelazna dama”, 2011), nie bazując tylko na parodiowaniu charakterystycznych gestów i póz odgrywanej przez siebie postaci.  

W podobnym tonie jest prezentowana postać Elżbiety II. Olivia Colman, znacznie bardziej przekonująca niż w sezonie trzecim, stara się zetrzeć koturnowy sznyt przypisywany bohaterce. Najważniejsza postać w Zjednoczonym Królestwie to po prostu twardo stąpająca po ziemi gospodyni domowa, słabo wyedukowana i nie nadrabiająca zaległości. I premierka, i królowa mają silne poczucie obowiązku, które – jak powtarza często serialowa Elżbieta II – musi cechować ludzi sprawujących każdy urząd. Jednak twórcy rysują wyraźną opozycję między bohaterkami. Podczas gdy królowa uważa swoje zajęcie za służbę obywatelom, chce być dla nich dobrą, troskliwą matką, premierka, niczym szalona demiurżka, serwuje tym ostatnim terapię szokową, by „uzdrowić kraj” (o kobietach i władzy piszę więcej w „Kinie” 2/2019).

Gillian Anderson

Czwarty sezon „The Crown” to rzecz o damach szanowanych, przełamujących zmurszałe normy, ale także lekceważonych, poniżanych i nie potrafiących się odnaleźć na życiowej szachownicy. Jak księżniczka Małgorzata (fenomenalna Helena Bonham Carter), młodsza siostra królowej, samotna rozwódka z dwojgiem niemal dorosłych dzieci, wciąż szukająca wielkiej miłości, a zaliczająca wielkie pomyłki. Księżniczka spychana na boczny tor przez własną rodzinę to nie tylko przykład na to, jak bezwzględne są reguły gry o tron, ale przede wszystkim ofiara czasów, gdy spełnieniem kobiety miały być role żony i matki. A jeśli spektakl, w którym je grała, się skończył? No, cóż, zostawał jeszcze gin z tonikiem.

Ofiarą pałacowych reguł stała się także najmłodsza przedstawicielka dynastii, świeżo wydana za księcia Karola Diana Spencer (niezła Emma Corrin). Choć jej ojciec miał tytuł wicehrabiego, Diana dorastała z dala od sztywnej dworskiej etykiety. Gdy poznała Karola, była typową współczesną nastolatką: w szkole szło jej raczej średnio, ale zaszczepiona romantycznymi lekturami wyobraźnia podsuwała jej wizje szczęścia z księciem na białym koniu w roli głównej. W rzeczywistości jednak to nie żaba okazała się księciem, a książę żabą – jej małżeństwo skończyło się katastrofą. Diana źle zniosła „transformację z nastolatki w księżną”; to tyleż ofiara własnej naiwności, co podwójnych standardów w naznaczonym patriarchalną skazą świecie koronowanych głów. Fakt, że Karol będzie po ślubie dzielił życie między dwie kobiety, jego babka kwituje: „Tak to po prostu działa”. I już.

Fundamentem monarchii, o której trwanie toczy się gra, jest rodzina. Ale rodzina swoiście pojmowana. Saga Windsorów przypomina telewizyjne tasiemce w rodzaju „Dynastii” (1981-1989), gdzie światem przedstawionym rządzą intrygi i namiętności. Kontrapunktem dla pocztówkowej wersji ich historii jest ta wstydliwie zamiatana pod dywan. To losy krewnych Windsorów, dotkniętych upośledzeniem umysłowym, którzy (incognito!) dożywali swoich dni w szpitalach psychiatrycznych. Pojawienie się tego wątku w jednym z odcinków dodaje trochę nerwu sielankowemu obrazkowi „grzecznej” Elżbiety i jej nieco krnąbrnej, ale „w gruncie rzeczy poczciwej” familii.

W czwartym sezonie „The Crown” niezmiennie imponuje maestria realizacyjna. Kontrapunktowanie telenowelowej narracji wydarzeniami z pierwszych stron gazet, rozbijanie powagi dramatu farsą, umiejętne granie ciszą przerywającą potok (nieźle napisanych) dialogów. A jednak twórcy nie dają nam zapomnieć, że to story w wersji soft (bądź co bądź niektórzy jej bohaterowie wciąż żyją) i nie znajdziemy tu nic, co nie zostało wcześniej opisane w licznych biografiach czy tabloidach. Warto więc zwrócić uwagę na to, co wybrzmiało między wierszami: pauperyzację społeczeństwa, nadęty patriarchalizm (i w obyczajach, i w polityce) czy niejednoznaczną sytuację ówczesnych kobiet. Nawet tych dźwigających (umowną bądź autentyczną) koronę.

IWONA CEGIEŁKÓWNA

Kino nr 11-12/2020, © Fundacja KINO 2020

The Crown 4

Reżyseria Benjamin Caron, Julian Jarrold, Jessica Hobbs, Paul Whittington. Pomysł Peter Morgan. Scenariusz Peter Morgan, Jonathan Wilson. Zdjęcia Adriano Goldman, Stuart Howell, Ben Wilson. Muzyka Martin Phipps. Wykonawcy Olivia Colman, Gillian Anderson, Helena Bonham Carter, Emma Corrin, Tobias Menzies, Josh O’Connor. Wlk. Brytania, USA 2020. Czas 10 x ok. 58 min

Netflix

Skip to content