1917
l~|icon_pencil-edit~|elegant-themes~|outline

Piotr Szczyszyk

„Kiedy żołnierz nie jest na służbie, to śpi” – mówi stare wojskowe powiedzenie, przeniesione na pierwsze ujęcie nowego filmu Sama Mendesa, kiedy młodzi brytyjscy szeregowcy Blake (Dean-Charles Chapman) i Schofield (wspaniały George MacKay) odpoczywają pod drzewem. Za chwilę będą musieli zerwać się na równe nogi, pobiec do generała Erinmore’a (Colin Firth) po rozkaz tajnej misji, która wkrótce przybierze rozmiary szaleńczej odysei do wnętrza niemieckiego piekła. Jest rok 1917.

Niedaleko tej prawdziwej historii do znanego kinu wojennemu szeregowca z filmu Spielberga. Dwóch żołnierzy musi przedrzeć się przez ziemię niczyją i powiadomić inny oddział, złożony z 1600 żołnierzy (wśród nich, co istotne, znajduje się brat szeregowca Blake’a) o anulowaniu planowanej szarży na niemieckie wojska. Manewr ten miał być punktem zwrotnym I Wojny Światowej i przynieść chwałę brytyjskiej armii. Wedle najnowszych wieści jest to jednak pułapka szykowana przez wroga od dłuższego czasu.

Pragnienie ocalenia brata będzie motorem napędowym motywacji dwójki protagonistów, jak i fabuły „1917”. Z czasem koszmar wojennej pożogi, cel misji, ba! nawet życie półtora tysiąca innych żołnierzy przygotowujących się do szturmu przestaną mieć znaczenie w obliczu szansy ocalenia porucznika Blake’a (Richard Madden). Tak jakby to jedno istnienie mogło przywrócić całe człowieczeństwo odebrane na polach walki, zwrócić utraconą młodość i poczucie słuszności sprawy. Może tak naprawdę ci żołnierze nigdy nie wybudzili się z początkowego snu?

George MacKay

Mendes pomiędzy kolejnymi odcinkami serii o agencie 007 prezentuje film bardzo osobisty (dedykowany dziadkowi, który jako weteran przekazał mu tę historię) oraz zaskakujące kino wojenne, do którego co chwila dorzuca inne subgatunki, w szczególności elementy postapo i slashera. „1917” jest obrazem pełnym bodźców atakujących widza, mającym jak najmocniej oddać fantasmagoryczność świata przedstawionego. To połączenie kina eksploatacji (na poziomie formalnym) i kina niosącego sztandar chwały (w wymowie) ku czci 40 milionów ludzi poległych podczas Wielkiej Wojny.

Rzeczywiście, wszystko jest tu wielkie, epickie – od niestudyjnej scenografii otwartego świata i wojennych okopów (przypominających labirynty „Ścieżek chwały”, 1957, Kubricka) po operatorską maestrię Rogera Deakinsa (wróżę kolejnego Oscara), wynoszącego zbyt ograną ostatnio technikę mastershotu na zupełnie nowy poziom. Deakins obserwuje każdy krok wędrującej postaci, skupiając się na pokazaniu odbiorcy tego, co i jak widzi żołnierz. Efekt zapiera dech w piersiach – kamera w długich, kilkunastominutowych sekwencjach staje się trzecim żołnierzem.

Olśniewająca forma rekompensować ma nieskomplikowaną fabułę, skupioną na samobójczej misji przejścia z punktu A do punktu B. Wyliczona co do sekundy choreografia, dostosowanie (każdej) roli do płynnych ruchów kamery – to wszystko przyćmiewa czasem emocje, zaciera istotę sprawy. Z drugiej strony, trudno zarzucić Mendesowi, że sięga po patos, jak w dziejącym się historycznie rok później „Kresie drogi” (2017) Saula Dibba czy dokumentalnym „I młodzi pozostaną” (2019) Petera Jacksona, filmach stawiających smutne pomniki zapomnianym przez kino bohaterom I Wojny Światowej.

W „1917” Mendes z Deakinsem wykorzystują medium filmowe, by wrzucić widza w środek wojennego pola bitwy, uświadomić mu poczucie daremności walki człowieka z człowiekiem, sensu wojny w ogóle. To poczucie jest tu dojmujące, łączy się z docenieniem życia w tych momentach, gdy trzymamy się kurczowo kinowego fotela przy każdym snajperskim strzale z oddali.

PIOTR SZCZYSZYK

Kino nr 1-2/2020, © Fundacja KINO 2020

1917

Reżyseria Sam Mendes. Scenariusz Sam Mendes, Krysty Wilson-Cairns. Zdjęcia Roger Deakins. Muzyka Thomas Newman. Wykonawcy Dean-Charles Chapman (starszy szeregowy Blake), George MacKay (starszy szeregowy Schofield), Colin Firth (generał Erinmore), Andrew Scott (porucznik Leslie), Benedict Cumbertbatch (pułkownik Mackenzie), Richard Madden (porucznik Blake), Mark Strong (kapitan Smith). USA, Wlk. Brytania, Indie, Hiszpania, Kanada, Chiny 2019. Czas 119 min

Dystrybucja kinowa Monolith Films

VOD: iTunes, Cineman, Rakuten

Skip to content