Strona główna » Recenzje » Babyteeth
Babyteeth
l~|icon_pencil-edit~|elegant-themes~|outline

Piotr Dobry

Chora na białaczkę nastolatka z dobrego domu spotyka na peronie bezdomnego narkomana z kuriozalną fryzurą. Kiedy dziewczyna zaczyna krwawić z nosa, chłopak wyciera jej krew brudnym T-shirtem. Tak zaczyna się rakowa love story, a jeśli myślicie, że brzmi to wszystko jak pastisz amerykańskiego kina niezależnego, to poczekajcie na rozwój wydarzeń i romans statecznego ojca bohaterki z wytatuowaną ciężarną sąsiadką, niewiele starszą od jego córki.

Głośny debiut Australijki Shannon Murphy, bazujący na sztuce Rity Kalnejais, mógłby uchodzić za błyskotliwy i oryginalny jedynie w świecie, w którym nigdy nie powstały „Gwiazd naszych wina” czy „Earl i ja, i umierająca dziewczyna”. Na szczęście film nie jest aż tak przyciężki, na jaki się zapowiada. Znajdziemy w nim całkiem sporo dobrego.

Najbardziej znaczące odstępstwo od schematu widać w uwypukleniu ról rodziców, w podobnych fabułach zwykle służących za tło. Ojcu psychoterapeucie i matce byłej pianistce naturalnie nie podoba się niespodziewany związek córki z podejrzanym narkomanem, jednak pozwalają mu nawet zamieszkać w ich domu. Bo jak tu odmówić umierającej latorośli? I mimo że sytuacja sprawia wrażenie nadto wykoncypowanej, potrafi sprowokować widza, szczególnie widza-rodzica, do pytań o własne zachowanie w analogicznych okolicznościach.

Co więcej, twórczynie podają w wątpliwość kwestię, kto właściwie jest tutaj bardziej dysfunkcjonalny. Prochy łyka bowiem cała czwórka, opiekunowie wyraźnie nie radzą sobie z kryzysem, a ich doświadczone przez los dziecko chwilami zachowuje się najdojrzalej i najodważniej ze wszystkich.

Fatalne – lub zbawienne, zależy jak patrzeć – zauroczenie dziewczyny można czytać jako typowy akt nastoletniego buntu, zaakcentowany w symbolicznej scenie golenia głowy. Bohaterka zachowuje się jak zupełnie zwyczajna 16-latka u progu utraty dziewictwa; wraz z pierwszą miłością idą eksperymenty z używkami, nowe kolorowe fryzury, mocniejsze niż dotąd makijaże, wymykanie się chyłkiem z domu i pierwsze nocne imprezy.

Różnica polega jedynie na tym, że w jej przypadku wszystkie te „szaleństwa” sprawiają większe wrażenie dlatego, że w jej stanie „nie wypada”. Jako społeczeństwo dyskryminujemy osoby chore, nierzadko na ich ostatniej prostej, kiedy nie mają już nic do stracenia – i akurat ten cokolwiek paradoksalny aspekt udaje się autorkom interesująco oddać.

Toby Wallace i Eliza Scanlen

Trzeba też przyznać, że choć film często balansuje na granicy łzawego sentymentalizmu, to nigdy jej nie przekracza. Młodzi bohaterowie są nie tyle tragicznymi kochankami, co bratnimi duszami – oboje nie mają przed sobą przyszłości i narkotyzują się, żeby nie bolało, choć każde z innych pobudek.

Mój największy zarzut dotyczy z kolei pomysłu na epizodyczną strukturę. Film jest podzielony na krótkie rozdziały, każdy inicjowany jaskrawą planszą z krótkim tytułem zwiastującym nadchodzące wydarzenia, jak „Bezsenność” czy „Nudności”. W zamierzeniu ma to być nowoczesne, atrakcyjne i poniekąd imitować pamiętnik bohaterki, ale niestety skutkuje głównie tym, że narracja często się rwie, a sceny niezwykle witalne przenikają się ze statycznymi niekoniecznie płynnie. Zapewne dla sporej części młodej widowni stylistyczny eklektyzm filmu, podbity jeszcze ścieżką dźwiękową, gdzie hipsterski pop tUnE-yArDs spotyka Mozarta, będzie jego największą zaletą. Mnie jednak trudno oprzeć się wrażeniu obcowania ze sztuką dla sztuki.

Gdybym miał natomiast wskazać największy atut filmu, to bez wahania postawiłbym na aktorstwo. Od czworga głównych wykonawców trudno oderwać wzrok.

Młodzi są świetni. Eliza Scanlen, która w serialu „Ostre przedmioty” kradła sceny samej Amy Adams, zaś w „Małych kobietkach” Grety Gerwig dzielnie dotrzymywała kroku Saoirse Ronan i Florence Pugh, kolejny raz udowadnia, że wyrasta na jedną z najlepszych aktorek młodego pokolenia. Jeszcze ciekawszy jest narkotyczny nieprzenikniony Toby Wallace, który na festiwalu w Wenecji dostał Nagrodę Marcello Mastroianniego za najlepszy debiut aktorski.

Bardzo przekonujący są filmowi rodzice. Ben Mendelsohn, z którego Hollywood zrobiło etatowego łotra w superprodukcjach spod znaku Marvela i „Gwiezdnych wojen”, jako wrażliwy ojciec i znudzony mąż nie ustępuje Kevinowi Spaceyowi z „American Beauty”. A jednak najlepsza rola w filmie należy do Essie Davis, znanej dotąd głównie z horroru „Babadook”, w roli matki na antydepresantach i na krawędzi załamania nerwowego. Summa summarum, całkiem obiecujący debiut, ale najwięcej młoda reżyserka zawdzięcza kwartetowi przed kamerą.

PIOTR DOBRY

Kino nr 5/2020, © Fundacja KINO 2020

Babyteeth

Reżyseria Shannon Murphy. Scenariusz Rita Kalnejais. Zdjęcia Andrew Commis. Muzyka Amanda Brown. Wykonawcy Eliza Scanlen, Toby Wallace, Ben Mendelsohn, Essie Davis, Emily Barclay. Australia 2019. Czas 118 min

Dystrybucja kinowa Best Film

VOD: Chili, Player, Canal+, Rakuten, Vod.pl, Cineman, Ipla, PlayNow, KinoPodBaranami, MojeEKino

Skip to content