Strona główna » Recenzje » Obiecująca. Młoda. Kobieta.
Obiecująca. Młoda. Kobieta.
l~|icon_pencil-edit~|elegant-themes~|outline

Grzegorz Fortuna Jr

W pierwszej scenie pełnometrażowego debiutu Emerald Fennell grupa podpitych mężczyzn zauważa w klubie samotną blondynkę, ledwo trzymającą się na nogach. Jeden z nich postanawia podejść do dziewczyny i – jak na „miłego faceta” przystało – wywieźć ją z dala od innych samców, do swego przytulnego domu.

Gdy jednak, po krótkiej jeździe taksówką, mężczyzna zaczyna się dobierać do poznanej w klubie kobiety (mimo jej sprzeciwu), dzieje się rzecz dla niego niespodziewana. Okazuje się, że grana przez Carey Mulligan Cassandra nie jest odurzona i bezbronna – cały czas udawała, by zwabić faceta, a potem dać mu srogą nauczkę. Łowca i ofiara zamieniają się rolami. Kilka godzin później Cassandra wraca do domu z rozmazanym makijażem i szerokim uśmiechem na ustach. Postronni przechodnie mogą pomyśleć, że to „pochód wstydu”, ale Cassandra wie, że w jej przypadku można mówić raczej o „pochodzie dumy”. Na ekranie wyświetla się nawiązujący do czołówek kina lat 70. tytuł filmu.

Czołówka „Obiecującej. Młodej. Kobiety.” wyraźnie odwołuje się do podgatunku, do którego film Fennell teoretycznie należy – rape and revenge („gwałt i zemsta”), czyli opowieści o kobietach (ewentualnie ich ojcach lub partnerach) mszczących się za napaść seksualną, zazwyczaj w sposób wyrafinowany i wyjątkowo brutalny. Choć podwalin nurtu można doszukiwać się w „Źródle” Bergmana, zyskał on popularność jako jeden z elementów kina eksploatacji lat 70., dzięki takim filmom jak „Ostatni dom po lewej” Wesa Cravena, „Pluję na twój grób” Meira Zarchiego czy „Thriller: A Cruel Picture” Bo Arne Vibeniusa. Konsekwencją brutalnego gwałtu zawsze musiała być krwawa zemsta.

Wskrzeszenie mocno przykurzonego gatunku może się kojarzyć ze strategią Quentina Tarantina, który w ostatnich kilkunastu latach odwołuje się do nurtów funkcjonujących niegdyś właśnie w ramach szeroko pojętego kina eksploatacji, takich jak spaghetti western, film samochodowy czy tak zwane macaroni combat, by realizować efektowne fantazje o zemście uciśnionych – odpowiednio: czarnych niewolników w „Django”, kobiet w „Death Proof” czy Żydów w „Bękartach wojny”. Strategia Fennell jest jednak radykalnie odmienna.

Wbrew pozorom „Obiecująca. Młoda. Kobieta.” nie jest filmem drastycznym. Gwałtu, który zmusza Cassie do zejścia na ścieżkę metodycznie wymierzanej zemsty, nie tylko się tu nie pokazuje, ale nawet go się nie nazywa – w ustach bohaterów staje się on „incydentem” lub „wydarzeniem”.

Carey Mulligan i Bo Burnham

Sprawcą tego „incydentu” nie jest zresztą obleśny spocony grubas w „żonobijce” upstrzonej plamami po sosie, ale przystojny, ładnie przystrzyżony, bogaty chłopak z dobrego domu, którego niejedni rodzice zapewne chętnie widzieliby w roli męża swojej córki. Za zmowę milczenia odpowiadają natomiast jego równie przystojni i bogaci koledzy, a także elegancka pani dziekan sprawująca pieczę nad wydziałem, z którego wywodzili się ofiara i sprawca. Mężczyźni molestujący Cassie też zresztą nie odpowiadają rysopisowi podręcznikowego filmowego gwałciciela – to finansiści w garniturach, właściciele klubów albo sympatyczni z wyglądu informatycy.

Fennell korzysta z rape and revenge, by jednocześnie uwypuklić tkwiącą u podstaw gatunku prostotę i wywrócić go do góry nogami. Łatwo bowiem byłoby przekonać widzów, by w mig znienawidzili łysiejącego oblecha śliniącego się na widok młodych dziewczyn; równie łatwo byłoby zapewne wyposażyć Carey Mulligan w zestaw narzędzi tortur i pozwolić jej zaszaleć. Kino o zemście jest z założenia gatunkiem prostym także jeśli chodzi o kibicowanie bohaterom – wystarczy szokująco przedstawić krzywdę i upokorzenie, a potem efektowny rewanż. Oczyszczenie gotowe.

Reżyserka rezygnuje z tej możliwości i rzuca sobie pod nogi kolejne kłody. Nie dość, że lokuje gwałcicieli w wyższej klasie średniej i nie pokazuje ani krzywdy, ani zemsty, to jeszcze nie pozwala widzowi na katharsis. „Obiecująca. Młoda. Kobieta.” nie jest więc filmem satysfakcjonującym w tym sensie, w jakim satysfakcjonujące są zazwyczaj produkcje o zemście – krwawa sprawiedliwość nie nadchodzi, nikt nie będzie żył długo i szczęśliwie.

Wszystkie te decyzje mają głęboki sens. W czasach, w których słowo „gwałciciel” kojarzy się przede wszystkim z uwielbianymi producentami filmowymi i nagradzanymi aktorami, przedstawienie napastników seksualnych jako reprezentantów społecznych nizin byłoby co najmniej anachronizmem. Rezygnacja z kluczowej dla gatunku brutalności pozwala natomiast skupić się na bohaterach i skutkach ich działań.

Pod eksploatacyjnym płaszczykiem „Obiecująca. Młoda. Kobieta.” nie jest bowiem filmem o zemście, ale o krzywdzie, której nie dałoby się zmyć, nawet gdyby bohaterka wykastrowała i poćwiartowała wszystkich oprawców świata. Jest filmem o wyniszczającej, pożerającej traumie wpływającej na całe życie, odbierającej mu smak i koloryt. Skoro więc oczyszczenie nie może nadejść w świecie przedstawionym, nie będą mogli go też doświadczyć widzowie. Reżyserka wabi nas obietnicą przepysznej zemsty, by potem jej nie dostarczyć i złamać widzom serca. Jej film staje się dzięki temu nie tylko aktualny, ale też bolesny i dojmujący. To prawdziwa perła gatunku, który wydawał się nie mieć już żadnej przyszłości

GRZEGORZ FORTUNA JR

Kino nr 3/2021, © Fundacja KINO 2021

Promising Young Woman

Scenariusz i reżyseria Emerald Fennell. Zdjęcia Benjamin Kracun. Muzyka Anthony Willis. Wykonawcy Carey Mulligan, Adam Brody, Alison Brie, Bo Burnham. USA – Wielka Brytania 2020. Czas 113 min

Dystrybucja kinowa UIP

Skip to content