Oto my
l~|icon_pencil-edit~|elegant-themes~|outline

Konrad J. Zarębski

Trudno przecenić znaczenie, jakie dla upowszechniania wiedzy o autyzmie miał „Rain Man” – film Barry’ego Levinsona z 1988 roku. To dzięki niemu – czterokrotnemu laureatowi Oscara – autyzm przestał być wstydliwym schorzeniem, kładącym się cieniem na losach niektórych rodzin, a stał się problemem społecznym, dotykającym wszystkich nacji. Pod wpływem filmu wzrosła liczba badań nad autyzmem, a także wdrożono nowe, skuteczniejsze terapie. W ciągu ostatnich 30 lat pojawiło się więcej autystów – nie dlatego jednak, że ta choroba okazała się zaraźliwa, ale dlatego, że poszerzyło się spektrum schorzeń będących pochodną autyzmu, bo też współczesna medycyna lepiej potrafi je diagnozować.

Ale żeby wzmocnić siłę przekazu, twórcy „Rain Mana” zajęli się wyłącznie jednym aspektem autyzmu i wyposażyli bohatera filmu, tak sugestywnie zagranego przez Dustina Hoffmana, w supermoce. Nie tylko pozwolili mu ratować brata z pożaru, ale i zasugerowali, że pod skorupą choroby kryje się geniusz matematyczny. Owszem, zdarzają się i takie przypadki, lecz zazwyczaj codzienne obcowanie z cierpiącymi na autyzm wygląda inaczej niż w filmie Levinsona. O tej innej codzienności opowiada izraelski film „Oto my” Nira Bergmana – podobnie jak „Rain Man” nagrodzony czterema „Oscarami” (izraelskimi, zwanymi Ophirami).

Pięćdziesięcioparoletni Aharon jest – a raczej był – wziętym grafikiem, odnoszącym międzynarodowe sukcesy. Jednak w pewnym momencie wycofał się z zawodu, by poświęcić się synowi Uriemu, cierpiącemu na autyzm. Chłopak – wysoki i nieco kanciasty w ruchach – dawno przekroczył dwudziestkę, lecz zachował umysł dziecka: każdego dnia ojciec musi rozwiewać jego lęki przed światem zewnętrznym, wręcz naginać rzeczywistość do wizji, jaką tworzy i akceptuje mózg syna.

Ten nie wie, co mu się podoba, a co nie, nie wie, czy coś mu smakuje, jaki kolor lubi. O wszystko pyta ojca – i w zależności od jego opinii wyrabia sobie zdanie: na krótko, bowiem za chwilę znów powtórzy pytanie. Jego życie zawiera się między rytuałami wspólnymi z ojcem (jak, na przykład, golenie), wycieczkami rowerowymi czy podróżami pociągiem i posiłkami, opartymi na makaronie w kształcie gwiazdek. Jest jeszcze oglądany na przenośnym odtwarzaczu DVD „Brzdąc” Charliego Chaplina, z którego bohaterem Uri podświadomie się utożsamia.

Shai Avivi

Mniej więcej raz w tygodniu odwiedza ich matka chłopca: Tamara zabiega o umieszczenie Uriego w specjalnym ośrodku terapeutycznym. Jej starania napotykają na zdecydowany opór zarówno syna, jak i męża, który starannie odizolował od niej siebie i chłopca. Kobieta mieszka osobno, ale nie ustaje w staraniach. Co chwila Uriego odwiedzają pracownicy opieki społecznej i psycholodzy, kwalifikujący go do różnych placówek terapeutycznych, ale Aharon za każdym razem przygotowuje chłopaka na ich wizyty, każąc mu okazywać niechęć do opuszczenia rodzinnego domu.

Kiedy Tamara uzyskuje sądowy nakaz skierowania syna do ośrodka terapeutycznego, ojciec ucieka z Urim z domu. Udają się w podróż po Izraelu w poszukiwaniu pomocy – niestety, bezskutecznie. Ani dawni przyjaciele, ani rodzina nie potrafią pomóc Uriemu – a może raczej Aharonowi, którego upór przed rozstaniem z synem ujawnia głębsze cechy charakteru, a przy okazji – nieumiejętność przystosowania się do rzeczywistości. Rozstanie z Urim oznaczałoby konieczność powrotu do świata, przed którym sam ucieka. Powrotu, przed którym broni się rękoma i nogami.

Opowieść o współuzależnieniu od siebie ojca i syna, jakkolwiek ukazana na przykładzie dziecka cierpiącego na autyzm i ojca chroniącego go przed światem zewnętrznym, zyskuje w filmie Nira Bergmana wymiar uniwersalny. Relacje Aharona i Uriego, tak sugestywnie ukazane na ekranie przez Shaia Aviviego (ojciec) i Noama Imbera (syn), układają się w opowieść o momencie kluczowym w życiu każdego rodzica – o odcinaniu pępowiny.

Optymistyczne w historii pokazanej przez Bergmana jest to, że ostateczną decyzję (jakkolwiek nie do końca świadomie) podejmuje jednostka słabsza, w tym przypadku młody autysta, ale równie budujące, że równocześnie z nim dojrzewa do tego samego rozstrzygnięcia jego opiekun. Czy jednak tym samym Aharon pogodził się ze światem zewnętrznym, pozostaje kwestią otwartą. Uznajmy jednak, że zarówno ojciec jak i syn wykonali pierwszy krok we właściwym kierunku.

KONRAD J. ZARĘBSKI

Kino nr 4/2021, © Fundacja KINO 2021

Here We Are

Reżyseria Nir Bergman. Scenariusz Dana Idisis. Zdjęcia Shai Goldman. Wykonawcy Shai Avivi, Noam Imber, Smadar Wolfman, Amir Feldman, Sharon Zelikovsky, Natalia Faust. Izrael – Włochy 2020. Czas 93 min

Dystrybucja kinowa Best Film

Skip to content