Słudzy
l~|icon_pencil-edit~|elegant-themes~|outline

Bartosz Żurawiecki

Bratysława, początek lat 80. XX wieku. Słowacja wchodzi w skład państwa zwanego Czechosłowacją, które powstało w roku 1918 i przetrwało do roku 1992. Podobno oba narody nadal się lubią, ale od początku dzieliły je pewne różnice kulturowe. Chociażby takie, że Czesi są najbardziej zlaicyzowanym społeczeństwem na świecie, natomiast Słowacy to w dużej mierze katolicy.

W Bratysławie istnieje więc seminarium duchowne, do którego trafia para przyjaciół z małej miejscowości. Są weseli i prostolinijni, nie wiadomo, czy naprawdę czują powołanie, czy też raczej – tak jak w Polsce – stan duchowny jest dla nich, chłopaków ze wsi, drogą awansu społecznego. A może po prostu rodziny im kazały i już.

Kościół katolicki w rządzonej przez komunistyczną partię Czechosłowacji nie cieszy się sympatią władz. Ubecja infiltruje środowisko księży, a seminarium grozi zamknięcie. Ale drugi film pełnometrażowy w karierze słowackiego reżysera, Ivana Ostrochovský’ego nie jest (na szczęście) opowieścią o martyrologii Kościoła. Jaką zapewne byłby polski film na ten temat.

„Słudzy” to, jak wskazuje już sam tytuł, opowieść o służalczości wobec systemu władzy. I tym samym o łamaniu charakterów. Mimo kameralnego charakteru filmu opowieść jest kilkuwątkowa, co zresztą nie wydaje mi się rozwiązaniem najszczęśliwszym, gdyż trochę nie wiadomo, na czym należy się tutaj przede wszystkim skupić.

Mamy więc historię Juraja i Michala. Pełni dobrej, nomen omen, wiary chłopcy zderzą się z machiną instytucji – państwowej i kościelnej. Juraj zaangażuje się w działalność opozycyjną, Michal będzie o tym opowiadał – znów w dobrej wierze – zaufanemu księdzu na spowiedzi. Ksiądz jest jednak donosicielem, który przekaże wszystko odpowiednim władzom. A może Michal działa nie tylko w dobrej wierze? Może jest w jego postępowaniu jakaś premedytacja, a przynajmniej zazdrość o nowe znajomości przyjaciela?

Jedna ze scen sugeruje wręcz homoerotyczny kontekst tego wątku, ale Ostrochovský go nie rozwija, pewnie ze strachu przed zbyt oczywistymi konotacjami (męska wspólnota, zakazane uczucie etc.). Nie da się jednak ukryć, że największą chemię między bohaterami widać w scenie, gdy obaj biorą razem (choć w osobnych wannach) kąpiel w seminaryjnej łazience. Poza tym fragmentem młodzi aktorzy wypadają nieco sztywno, zwłaszcza w scenach dialogowych. I, generalnie, brakuje tej „story” intensywności psychologicznej.

Samuel Skyva, Vlad Ivanov

Równolegle reżyser prowadzi wątek samotnego ubeka, Doktora Ivana (zagranego przez znanego rumuńskiego aktora, Vlada Ivanova), który z zimną krwią wykonuje swoją robotę; nie cofnie się nawet przed morderstwem na zlecenie przełożonych. To dość typowa figura nieszczęśliwego i skorumpowanego agenta komunistycznego aparatu bezpieczeństwa, znana chociażby z „Życia na podsłuchu”. Ivana wyróżnia to, że cierpi na nieuleczalną chorobę skóry. Chorobę, która wydaje się jednak nazbyt oczywistą metaforą degrengolady moralnej bohatera.

Pojawia się też szerszy epicki kontekst w postaci scen ukazujących katolickie elity wspierające „oficjalną linię partii”, przełożonych seminarium, którzy dla „ponadczasowego” dobra Kościoła gotowi są poświęcić swoich młodych pasterzy, a także grupkę nielicznych duchownych działających w konspiracji. Czarno-białe zdjęcia Juraja Chlpika są bardzo wysmakowane, budują jednak nader posępny obraz Czechosłowacji początku lat 80.

Gdyby nie data pojawiająca się w jednej ze scen, można by wręcz sądzić, że to czasy stalinowskie lub, góra, wczesne sześćdziesiąte. Komu zresztą fabuła i estetyka „Sług” skojarzą się z „Idą”, ten będzie miał poniekąd rację; pod scenariuszem podpisała się m.in. Rebecca Lenkiewicz, współscenarzystka filmu Pawlikowskiego.
Szkopuł w tym, że „Słudzy” są nazbyt w swej posępności urodziwi i konwencjonalni, szczególnie dla widza, który widział już nie jeden, ba! nawet nie dwa filmy o „strasznych czasach” komuny. A przecież Ostrochovský, rocznik 1972, musi tamtą epokę dobrze pamiętać razem z jej różnymi niuansami.

Odłożyłbym więc na bok dość stereotypową fabułę i rozpatrywał konsekwentnie ponury klimat „Sług” w kategoriach polemiki estetycznej. Z idyllicznością i łagodnym humorem, z których słynęło (bo ostatnio jakby tego mniej) kino czechosłowackie, chociażby lat 70. i 80. (vide filmy zmarłego niedawno Jiríego Menzla). A także ze wschodnioeuropejskim realizmem magicznym czołowego słowackiego reżysera lat bardziej nam już bliższych, Martina Sulika, który zresztą pojawia się tutaj w epizodzie lekarza.

Ostrochovský sam jednak wpada w pułapkę innego „realizmu magicznego”, znacznie mniej sielskiego, bardziej „noir”, ale też bardziej uproszczonego w swoim obrazie i przekazie. Mimo bowiem historycznego tła „Słudzy” jawią się głównie jako mroczna baśń o złych władcach, którzy niszczą ciała i dusze niewinnych.

BARTOSZ ŻURAWIECKI

Kino nr 11-12/2020, © Fundacja KINO 2020

Služobníci

Reżyseria Ivan Ostrochovský. Scenariusz Rebecca Lenkiewicz, Marek Lescák, Ivan Ostrochovský. Zdjęcia Juraj Chlpik. Muzyka Cristian Lolea, Miroslav Toth. Wykonawcy Samuel Skyva, Samuel Polaković, Vlad Ivanov, Vladimír Strnisko. Słowacja-Rumunia-Czechy-Irlandia 2020. Czas 80 min

Dystrybucja kinowa Stowarzyszenie Nowe Horyzonty

VOD: NH vod

Skip to content